Palenie pomaga tłumić dawne smutki. Aby stać się wolnym, trzeba je "wziąć na klatę, jeszcze raz poczuć i ochota na papierosy zniknie samoistnie.

To co jest prawdą dla innych nie musi być prawdą dla mnie

Aby być niezależnym, potrzeba myśleć i działać niezależnie. Skąd wiedzieć czym się w życiu kierować jeśli nie zbudowaliśmy własnego wewnętrznego autorytetu i ulegamy opinii innych, która wiedzie nas donikąd?

 

 

 

 

 

 

Bo jak tego nie zrobisz...

Ta formuła towarzyszyła mi przez wiekszość mojego życia. I nawet jak już nie było koło mnie osób, które jej słowa wypowiadały, a co gorsza - egzekwowały za ich pomocą swoją władzę nade mną - sama serwowałam ją sobie przy okazji jakiegokolwiek życiowego wyboru. Groźba tego co się stanie niechybnie ze mną lub z innymi przeze mnie (i to nie było fajna perspektywa), skutecznie nakłaniało mnie do robienia rzeczy całkowicie wbrew mojej woli.

 

Nikt mnie nie nauczył, że moja wola jest czymś dobrym i wartym ochrony i wpierania. Nauczyłam się zaś przeciwnie - że moje chcenia są zawracaniem głowy czyjejś lub znakiem, iż przewróciło się coś w mojej. Przyjęłam tę prawdę jako własną.

 

Ten głupi ucisk w żołądku

Żyjąc wiele lat na takim autopilocie i jadąc przed siebie z trudem na zaciągniętym ręcznym hamulcu - myśląc, że takie jest normalne życie dorosłej osoby - do głowy mi nie przyszło, iż coś tu "nie gra". Dopiero gdy sytuacja życiowa zmusiła mnie do zmian, uświadomiłam sobie, iż przy wielu decyzjach towarzyszył mi nieprzyjemny ucisk w żołądku - może bardziej w splocie słonecznym - tyle, iż wówczas nie kojarzyłam go jako mający jakikolwiek związek z tym, co postanawiam, a konkretnie - z jaką intencją.

 

Zdziwiona odkryłam wówczas, iż ani chybi moje ciało dawało mi wyraźne sygnały o czymś. O czym? Że - według mojego ówczesnego myślenia - trzeba ruszyć leniwy tyłek, wziąć się wreszcie za porządną robotę, a nie jakieś abstrakcyjne artystyczne "fiu - bdździu", ogarnąć się, wziąć się w garść i te pe, a ja - śmierdzący leń - z jakiegoś powodu nie chcę tego zrobić. Moje niechcenie przypisywałam mojej problematycznej, wykoślawionej osobowości. Skoro "trzeba" coś zrobić, a ja nie chcę - sprawa jest prosta. Coś musi być ze mną nie tak.

 

Usunąć to co utrudnia mi życie

Zanim zorientowałam się, iż mój ucisk w żołądku był moim wielkim sprzymierzeńcem i obrońcą mojej wolnej woli, którego zabrakło mi w dzieciństwie w postaci żywego człowieka, który by mnie wspierał w moich decyzjach, uczucie to traktowałam jako coś, co bardzo mi utrudnia życie. Nie umiałam sobie z tym poradzić inaczej niż jedząc (miałam podejrzenia, że może to jest głód), paląc (czasem po papierosie na chwilę było lżej), spotykając się z ludźmi, na których towarzystwo kompletnie nie miałam ochoty i robiąc wszystko, byle by tylko odwrócić od tego mocno niekomfortowego uczucia uwagę. Nie pomagało nic, a moja frustracja rosła.

 

Ktoś, kto mnie nigdy nie opuścił

I wreszcie do mojej świadomości przebiła się informacja, że jest ktoś, kto wspiera i wspierał zawsze moje pragnienia. Nie posługiwał się słowami i dlatego jego język przez tyle lat pozostawał dla mnie całkowicie niezrozumiały. Efektem tego tłumiłam, odwracałam uwagę i usiłowałam zlikwidować ślady tej komunikacji, które dla mnie oznaczały cielesne "niedociągnięcia" i traktowałam je jako coś złego, czego trzeba się jak najszybciej pozbyć z pola widzenia i odczuwania, bo "przeszkadza mi w życiu". 

 

Z jakąż ulgą powitałam odkrycie, że zawsze wszystko było okej. Ze mną. I z innymi. Tyle, że uwierzyłam im na słowo, iż ich prawda jest moją, a jeśli chcę i uważam inaczej, jestem w błędzie. Mój rozum kupił tę "ich" prawdę, ale jakaś część mnie, która poprzez ciało do mojej świadomości próbowała się przedrzeć, wołała przez całe życie, że to nie moje. Ani dobre ani złe. Po prostu nie moje.

 

Ciało na straży mojej wolnej woli

Odkąd witam opór mojego ciała z należytym szacunkiem i nie zmuszam się do niczego, czego nie chcę, zanim nie poddam tego refleksji z czego ten opór wynika, nie idę dalej. To nie znaczy, że nie wykonuję "obowiązków". Wręcz przeciwnie. Bo też ten opór to nie opór przed rzeczami, które odpowiedzialność dojrzałego dorosłego każe "brać na klatę". Chroni mnie jednak przed bezkrytycznym stosowaniem się do zasad, które ktoś kiedyś wyznaczył sztywno i które niczemu, oprócz zaspokojenia jego "potrzeby" posłuszeństwa słabszych, nie służyły. 

 

Jeśli potrzebuję sprzątnąć i mam znajomy ucisk w żołądku - wiem, co mi on mówi. Stary głos przypomina, że ma to być "natychmiast". Bo tak ktoś w moim życiu kiedyś chciał, a ja ze strachu musiałam to wykonać, żeby nie oberwać. Jest jednak jakaś lekkość we mnie i spokój, które wiedzą, że "to nie moja prawda" i że owszem, sprzątnę, ale wtedy, kiedy poczuję, że chcę to zrobić. I wówczas dam z siebie dużo i zrobię to z przyjemnością.

Powrót na górę strony

29 sierpnia 2021

Lista artykułów

Lista kategorii tematycznych

zapraszam na mój profil na Instagramie:
pytania, które - zmieniając świadomość - zmieniają życie

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto

SESJE INDYWIDUALNE

online

KLIKNIJ po więcej informacji

KONTAKT

kontakt@agnieszkapareto.com